Jak wybrać obraz do salonu, nie znając się na sztuce

Najczęściej słyszę to zdanie już w pierwszej minucie rozmowy, gdy ktoś wchodzi do mojej galerii: „Nie znam się na sztuce, ale...”. I zawsze przerywam w tym miejscu, żeby powiedzieć jedno — nie trzeba się znać.

Przez te wszystkie lata, odkąd pokazuję ludziom obrazy, nauczyłam się czegoś prostego: obrazu do salonu nie wybiera się głową pełną terminów z historii sztuki. Wybiera się go tak, jak wybiera się miejsce na wakacje, do którego chce się wracać.

Zacznij od ściany, nie od obrazu

Zanim zakochasz się w jakimkolwiek obrazie, usiądź chwilę w swoim salonie o różnych porach dnia. Popatrz, gdzie pada światło rano, a gdzie wieczorem. Ściana, która o poranku wygląda chłodno, po południu potrafi zrobić się ciepła i miodowa — i to zupełnie zmienia, jak zabrzmi na niej kolor.

Zmierz też przestrzeń, którą masz do zagospodarowania. Nie chodzi o to, żeby obraz „pasował” wymiarami jak mebel z katalogu, tylko żeby nie zginął na dużej ścianie i nie dusił się na małej. Pusta przestrzeń wokół obrazu jest równie ważna jak on sam.

Patrz na kolor, nie na temat

Ludzie często pytają, czy obraz z końmi pasuje do salonu w stylu skandynawskim, albo czy abstrakcja pasuje do wnętrza z drewnianymi meblami. To niewłaściwe pytanie. Temat obrazu ma dużo mniejsze znaczenie niż jego kolorystyka i energia, którą wnosi do pokoju.

Obraz, który naprawdę komponuje się z wnętrzem, wcale nie musi tematycznie nawiązywać do tego, co już w nim jest. Wystarczy, że rezonuje kolorem — czy to przez kontrast, czy przez harmonię — i ma odpowiednią wagę wizualną do reszty pomieszczenia.

Zaufaj pierwszej reakcji ciała, nie głowie

To może zabrzmieć nienaukowo, ale sprawdza się za każdym razem: kiedy stajesz przed obrazem, który jest dla Ciebie, czujesz to, zanim zdążysz to przemyśleć. Przyspieszony oddech, chęć podejścia bliżej, trudność, żeby oderwać wzrok — te sygnały warto brać poważnie, dużo poważniej niż pytanie, czy obraz „powinien” się podobać.

Sama maluję techniką, która wymaga patrzenia z dwóch odległości naraz. Z bliska moje obrazy rozsypują się na tysiące pojedynczych, ręcznie malowanych kółek — czysty kolor, bez żadnej historii. Dopiero z daleka te kółka układają się w ludzi, konie, całe sceny. Kiedy ktoś staje przed takim obrazem, zwykle sam, bez podpowiedzi, zaczyna się cofać i przybliżać, żeby zobaczyć obie wersje naraz. I to jest dokładnie ten moment, o którym mówię — ciało reaguje szybciej niż głowa.

Nie bój się pustego miejsca na ścianie

Wiele osób czeka z decyzją o obrazie, aż „wszystko inne będzie gotowe” — meble, dywan, zasłony. Ale pusta ściana to nie problem, który trzeba rozwiązać na końcu. To miejsce, które może stać się punktem wyjścia dla całej reszty wnętrza.

Jeden dobrze wybrany obraz potrafi nadać kierunek całemu pomieszczeniu — kolorystyce, nastrojowi, nawet temu, jak urządzisz resztę ścian. Zamiast dobierać obraz pod gotowe wnętrze, czasem warto zrobić odwrotnie.

Obraz, z którym chce się żyć

Na koniec zostaje jedno pytanie, które zadaję sobie przy każdym własnym obrazie, zanim uznam go za skończony: czy chciałabym patrzeć na niego codziennie, przez lata, nie nudząc się nim? Obraz do salonu to nie dekoracja na sezon. To coś, co będzie Ci towarzyszyć rano przy kawie i wieczorem, kiedy wracasz zmęczona do domu.

Jeśli szukasz obrazu do swojego salonu i wolisz najpierw zobaczyć, jak zagości na Twojej własnej ścianie, zanim zdecydujesz — przygotuję dla Ciebie darmową wizualizację. Wystarczy, że wyślesz mi zdjęcie swojego wnętrza.

Powrót do blogu